Tablica

> Witaj w Watasze Zew Natury!
> Strona powstała 4 czerwca 2015 roku.
> W watasze jest 25 wader i 15 basiorów! To razem 40 wilków!
> Nowi członkowie: Nastia.
> Nieobecności: Libris (na czas nieokreślony)
> Kontakt: wataha.zewnatury@interia.pl
> Administracja: Sigma i Elizabeth.

Pogoda

Pogoda
29°, 19° - Słońce aż za często przygrzewa, wysokie temperatury będą w dzień i w nocy. Z suszami kontrastować będą gwałtowne burze z piorunami. W niektórych miejscach możliwe silne wiatry, a nawet tornada.

16 września 2017

(!) Przesunięcie zamknięcia bloga

Witajcie,

Z racji że parę osób jeszcze coś tu czyta lub chcieli się jeszcze pożegnać, przesuwamy zamknięcie bloga na koniec września. Jednocześnie chcemy wam przekazać, że jeśli spóźnicie się z pożegnaniem się to nie macie się czym martwić-i tak je dodamy na stronę :).
Jeśli ktoś z was potrzebowałby jakiegoś opowiadania czy zdjęcia albo po prostu chciał coś sobie poczytać, piszcie! Co jakiś czas będziemy tu zaglądać i z pewnością wyślemy wam to o co prosicie, a może nawet damy dostęp do bloga.
Wilcza Kawiarnia po zamknięciu zostanie-za dużo wspomnieć, a wy wciąż z niej korzystacie. Nie chcemy urywać kontaktów, to dla nas zbyt ważne. Blog się kończy, ale ludzie wciąż są ci sami i tacy sami...

Miłego dnia!
Sigma i Elizabeth

Pożegnanie (Yoshi, Sho)

Dzień dobry, dobry wieczór czy kiedykolwiek indziej to czytacie.

Wiem, nie byłem stałym bywalcem, dużo razy po prostu nie miałem czasu lub chęci na watahę. Jednak zżyłem się bardzo z tym miejscem i z wami. Będę tęsknić. Za tymi rozmowami na WK, za długim oczekiwaniem na odpiskę, za całą tą atmosferą. Nie ukrywam, WZN było pierwszym takim blogiem, w którym wziąłem udział, i którego będzie mi tak bardzo brakować.
Nie umiem pisać pożegnań...
Chciałem wam po prostu podziękować za te wszystkie wspólnie spędzone chwile. Mam dzięki wam wspaniałe wspomnienia, które na pewno zostaną w moim serduszku. Prawdopodobnie już nigdy więcej nie zamienimy słowa, co jest strasznie przykre. Jednak gdyby ktoś chciał kiedykolwiek się ze mną skontaktować:
gmail: kamil.w.krainie.szkla@gmail.com
kakaotalk: grucha
Chciałbym życzyć wam miłego życia, dużo uśmiechu, radości, a jeśli zżyliście się z tą watahą równie mocno jak ja - spotkania innej równie kochanej, internetowej rodzinki.

Jeszcze raz dziękuję wam za wszystko~

Od Libris

Witajcie!
 Wataha Zew Natury… To był mój początek przygody z komputerem i Internetem, więc z początku był to dla mnie kosmos ze względu technicznego. Ale szybko się zadomowiłam i ani się obejrzałam a zostawiłam tu kawałek mojej duszy. Niecnie zagarnęliście ją za co Was przeklinam, ale i dziękuję. Bo tak naprawdę dla mnie Wataha to nie były opowiadania (każdy wie, a może i nie, że pisałam je naprawdę bardzo rzadko, bo moja artystyczna dusza nie akceptowała najmniejszego błędu nudności fabuły), ale WK, a WK, to wiadomości od zlepków pikseli, za którymi kryliście się Wy: Ludzie, wspaniali ludzie, z różnymi problemami, z pasjami, podobnymi w wielu rzeczach do mnie. I dlatego Wy byliście pierwszą, jedyną i ostatnią watahą, bo wszystkie inne mnie odpychały i wchodząc na inne czaty miałam tak samo, jak napisała w swoim pożegnaniu Loi.

Z jednej strony po szkole pełnej stresu wataha była dla mnie odskocznią, tworzyłam własny świat i swobodnie rozmawiałam, co rzadko zdarza mi się w rzeczywistości. W pewnym momencie byłam nawet uzależniona. Gdy po koloniach, bez Internetu wróciłam do was prawie się popłakałam.
Tak naprawdę ten cały Internet jeszcze bardziej mnie pogrążał (bez obrazy), dlatego postanowiłam zrobić sobie przerwę, wziąć się za siebie, znów poczytać książki. 
Ostatnio miałam małe załamanie, i nie wiedziałam nawet czy po wakacjach jeszcze kiedykolwiek coś napiszę, ale kilka dni przed tym apokaliptycznym postem, coś dźgnęło mnie (śmierć Xperiona) i postanowiłam, że dokończę historię Libris, przecież nie może zawiesić się w przestrzeni. No ale nie dane mi to było i gdy już chciałam zacząć pisać i weszłam na stronkę, żeby obczaić wszystko napotkałam na przykrą niespodziankę i cała motywacja poszła się chrzanić. 
Tak poza tematem, to jestem gruba. Wiecie o tym, wiedzieliście? Pewnie nie, bo nikt nie widział mnie na żywo. Znajdą się może wyjątki, ale oni sadzą, że jestem chuda, a przynajmniej tak mówią, ale pewnie myślą co innego. Uff… co za ulga, musiałam to komuś powiedzieć. 
Dziękuję Wam wszystkim za te chwile. Za te przez które wpadałam w depresję i za te dzięki którym czułam się na wyższym stopniu wtajemniczeniu. I za te kiedy po prostu byłam dzięki Wam szczęśliwa. WY, zlepki pikseli, tyle się od was nauczyłam.  Dzięki Ami poczułam jak silna czasem może być taka więź i że mogę się zwierzyć nawet IF. Ale zabrałaś mi reprezentację tęczy ty zołzowiaku -^-. Dzięki Dacras… hm, no Dacras nie chciałaś nawet pisać ze mną opek, ale w dupie to mam (za przeproszeniem) mam cię na co dzień. Arill… z początku się Ciebie bałam xD Czułam taki respekt, ale okazało się, że nawet z pozoru bezduszny admin potrafi mieć wielkie serce! Arrea byłaś po prostu słodka i dżemy z aronią są naprawdę smaczne :*Luna… ah były z Tobą problemy! Ale byłaś taka aprobująca, zawsze cos pisałaś pozytywnego. Loi.. kurde tyle Ciebie było, że nie umiem nic konkretnego wyłuskać. Po prostu byłaś, czuwałaś cały czas i za to Ci dziękuję!. Xperion.. ah mam czasem ochotę zabić cie myślami, ale dzięki Tobie nauczyłam się pić wodę, nie zdajesz sobie sprawy jak wdzięczna ci za to jestem. I nie mogę się doczekać aż wymyślą kolor ciemniejszy od czarnego. Moja garderoba będzie musiała się diametralnie zmienić! Spin, teraz Twoja kolej. Pewnie nawet za mną nie przepadałeś, ale w dupie to mam, bo czytając twoje shouty i opka (na które zawsze wyczekiwałam z niecierpliwością) płakałam ze śmiechu. Chyba wniosłeś najwięcej pozytywów w moje życie xDDDDD. Deanerys…ah w pewnym momencie cię straciłam, ale Fasolka na zawsze pozostanie Fasolką.  Fengaria… szczerze powiedziawszy nie pamiętam żadnego przełomowego momentu, ale wiem że cie lubiłam i pragnęłam wręcz Twojej uwagi. Melancholia… ty przyniosłaś za sobą coś nieprzewidywalnego. Twoja osobowość raziła zaj*********ą , ale pewnie to wiesz, więc co będę strzępić język ( a raczej palce). Terc… mogłabym wiele napisać, ale może wystarczy, że dostałam nauczkę po najszczęśliwszym dniu mojego życia, gdy od 6 do 22 uśmiech nie schodził mi z ust, a euforię wyzwalałam zachowując się jak jednorożec, który połknął tęczę.  Libris k**** nie nawidzę tej s**** p**********. Dupa. Zniszczyłas mi życie ty ch*** J******. Ale dzieki tobie robiłam to co kochałam. Dziękuję. ( nie wiem co się ze mną stało, bo na co dzień nie przeklinam… tyle emocji, mam nadzieję, że adminki to zaakceptują, skoro to moje ostatnie tchnienie, proszę o wyrozumiałość)

Kurde… przepraszam jeżeli o kimś nie napisałam i czuje się pominięty, ale prawdziwe WZN było już tak dawno i nie pamiętam już tylu cudownych chwil… Pewnie tego nawet połowa z was nie przeczyta, bo was nie ma, chyba że sobie za pół roku przypomnicie i postanowicie sprawdzić WZN, bo tak sobie, ale stwierdzicie że to za długie, więc nawet nie zaczniecie, chyba że przez przypadek zobaczycie swoje imię.

A teraz, jeśli pozwolicie, postaram się być normalnym człowiekiem o przyziemnych sprawach, nie bujającym w obłokach. To trochę straszne, bo staję się coraz bardziej dorosła i tracę wyobraźnię. Przeraża mnie to, ale nie umiem zawrócić…. Chciałabym na zawsze pozostać dzieciakiem i żeby moim jedynym problemem było to iż elfy i gadające wilki nie istnieją, a Mikołaj nigdy do mnie nie przyjdzie. Ale co ja pisze, trzy po trzy…..

Się rozpisałam… Karny jeżyk dla was, bo w końcu krew to maślanka, a melankohol jest smaczny. ale mam nadzieję… że coś tam. Nadzieja w każdym razie przemija z wiatrem *wiatr*.


Nie ma co się teraz kryć z tożsamościa, choć co poniektórzy z nas usilnie zawsze starali się to schować. Ale żeby zachować z wami jakiś kontakt, żeby nie zapomnieć macie moje dane:
email :meerclaritti@gmail.com, możecie też mnie znaleźć na fb. Spieszcie się, bo planuję śmierć w przeciągu najbliższych 50 lat.


Ale to nie jest pożegnanie. To z pewnością jest ciąg dalszy. Może nie opowiadań, ale Waszego życia. Życzę powodzenia i do zobaczenia!

 ~Iga Szeloch (Libris)

24 sierpnia 2017

Od Loivissy: Pożegnanie

No to tak, cześć, hola, bom dia, buenas noches i tak dalej i tak dalej.
Loivissa z tej strony (Søren też tu jest, ale dureń nic nie powie). Nie jestem dobra w pisaniu pożegnań, ale skoro trzeba, to trzeba. W sumie nie jest to obowiązkowe, ale... Natrudzę się dla Was~
WZN to był i w sumie jest, mój pierwszy blog do jakiego kiedykolwiek dołączyłam. Pierwszy też, na którym tak miło spędzało mi się czas. Do teraz na niektórych innych blogach nie mam ochoty długo siedzieć, bo to po prostu nie to, ludzie zachowują się... Inaczej, a poza tym brakuje mi tam czegoś. Tu była zawsze miła atmosfera, na WK mogłam siedzieć godzinami, nawet jeśli ktoś się kłócił. Mogłam wtedy przygotować sobie jakiś popcorn, ciemne okulary i popatrzeć (nie no, żartuję). Ale tak, nawet w takich chwilach siedziałam z uśmiechem na twarzy.
Oczywiście będę tęsknić za całym blogiem. Był niesamowicie rozbudowany, rozpisany z dużą dokładnością. Szablony i inne takie zachwycały oko. Opowiadania też się miło czytało, ale muszę Was przeprosić, bo mało, co je czytałam. Jednakże najbardziej ze wszystkiego będę tęsknić za WK, gdzie potrafiłam spędzać całe godziny, oczywiście olewając przy okazji naukę. Dziękuję Wam za to bardzo, ale nie będę mieć o to do Was pretensji, chociaż... No ludzie, jak tak można wciągać moją biedną i niewinną duszyczkę w rozmowy? A zwłaszcza te po dwudziestej trzeciej, oczywiście wtedy mało co się odzywałam, lecz wszystko czytałam. Jak mogliście mnie tak zdemoralizować, nie wstyd Wam?
Ekhm, wracając.
Oczywiście w tej Kawiarni byli ludzie, a o to mi oczywiście chodziło, o Was. Będzie mi brakowało tych rozmów, żartów, niezręczności, gdy nie wiesz, co odpisać, tych żalów, albo kilkustronicowych konsultacji o Howrse, co by tam porobić. Będę tęskniła za każdym kogo tutaj poznałam, nawet za tymi, których pamiętam, ale przegadaliśmy ze sobą krótko. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że z większością z Was już nigdy prawdopodobnie nie zamienię zdania, co mnie cholernie smuci. Oczywiście zostawię jakiś kontakt ze sobą, jednak to już nie będzie to samo, nie wszyscy do mnie napiszą, a poza tym nie będzie to chat, gdzie rozmawiało kilka osób naraz.
Także może się jeszcze kiedyś spotkamy, popiszemy, a na razie żegnajcie, będę Was wszystkich, jak i ogólnie watahę, bardzo miło i ciepło wspominać! Farvel~!
Kontakt:
Howrse - BlackRose68
Wattpad - Lilian6864
gabrielajakastam68@gmail.com
Jeśli na innych blogach na chatach spotkacie nick "Viola", to prawdopodobnie będę to ja, także pytajcie śmiało wtedy o mnie~
(I nie, nie wiem dlaczego moje nicki w głównej mierze to nazwy kwiatów, naprawdę nie wiem. I nie wiem także, co ja mam do liczby 68. Nie pytajcie.).

23 sierpnia 2017

(!) To już koniec

Hej!
Jak wiecie, bo nie oszukujmy się, wataha ostatnio lekko podupadła. Opowiadań jest niewiele, na czacie odzywają się tylko dwa wilki, questów i zagadki nikt nie rozwiązuje, a w wielu zakładkach panuje burdel. Jest to nasza wina, nie mówimy, że nie, ale nie tylko. Niestety, doszłyśmy do wniosku, że nadeszła pora zamknąć watahę. Obie zmieniamy szkoły, będziemy miały jeszcze więcej nauki, któraś z nas może też mieć problemy. Nie chcemy tego dalej na siłę ciągnąć, dlatego ustaliłyśmy, że 17 września zamkniemy bloga.

Z tego miejsca chciałybyśmy wam wszystkim serdecznie podziękować za wspólne chwile, za to, że wam się chciało i nas pobudzaliście do pracy. Będziemy wspominać was wszystkich, bloga, opowiadania, jako jedne z najlepszych chwil naszego życia. Była to wspaniała praca, a może raczej zabawa, chociaż chwilami było ciężko... Cieszymy się, że niektórzy, aż tyle wytrzymali, że nam pomagali, że zawsze byli. Ale jesteśmy też zadowolone z osób, które napisały choćby tylko jedno opowiadanie, bo też tutaj były, tak? Miały tutaj swój wkład, jak wszyscy inni.

Jeśli chcielibyście się pożegnać, z nami, bądź innymi członkami watahy-do końca sierpnia możecie wysyłać nam swoje pożegnania na kontakt, będziemy je wstawiać na stronę, aby każdy mógł je przeczytać. Same również dodamy swoje pod koniec tego miesiąca.
Jeśli macie także jakieś swoje niedokończone opowiadania, serie, które chcecie pozamykać lub cokolwiek innego, również możecie nam je wysłać i dodamy je na stronę przed postem o zamknięciu.

Trzymajcie się!

Sigma i Elizabeth

---------------------
Pożegnania:

26 lipca 2017

Od Elizabeth: Przygoda

Wyszłam na zewnątrz. Do moich nozdrzy od razu dostał się letni zapach lasu. Sierść pod wpływem wiatru zaczęła lekko się unosić. A moje łapy dotykały chłodnej ziemi. Powinnam, jak najszybciej wrócić do swojej jaskini, gdyż zbliżał się wieczór.
-Do zobaczenia, Eliza!-usłyszałam głos swojej przyjaciółki.
-Pa!-odpowiedziałam w ramach pożegnania i ruszyłam przed siebie.
Szłam już jakiś czas spowalniana przez wiatr, który z każdą chwilą wzrastał. Wtem, z oddali zobaczyłam zbliżającą się wichurę, która pędziła w moją stronę. Jeśli bym miała wrócić do swojej jaskini, to musiałabym przejść obok niej. Nie dałabym rady. Pochłonęłaby mnie. Odwróciłam się i zaczęłam biec. Moim celem była ucieczka przed śmiertelnym żywiołem oraz znalezienie bezpiecznego schronienia.
Udało się. Parę metrów od siebie dostrzegłam wejście do groty. Przyspieszyłam i wbiegłam do środka. Tutaj będę bezpieczna. Przykro mi, Porywisty Wietrze, ale jeszcze nie wybieram się na tamten świat. Usiadłam przy ścianie, kiedy dostrzegłam jakiś kawałek pergaminu.
Ciekawa, czy jest to coś ważnego, podeszłam i zabrałam go. Delikatnie rozwinąwszy, aby go nie zniszczyć, zrozumiałam, że przedstawia on mapę.
Odwróciłam się w kierunku korytarza. Czy powinnam sprawdzić, co kryje się na jego końcu? Czy powinnam odkryć tajemnicę mapy? A co jeśli to coś złego, niebezpiecznego? Cóż, nigdy się nie dowiem, jeśli nie spróbuję. Ruszyłam zatem przed siebie.
Szłam dość długo, można by powiedzieć, że jakąś godzinę, pilnie podążając za wskazówkami mapy.
Droga, którą wskazywała, urwała się, a więc dotarłam. Znajdowałam się w niewielkim pomieszczeniu o niskim sklepieniu. Na środku stał ogromny głaz, a na nim... leżała jakaś tajemnicza księga. Powoli podeszłam do niej. Była czarna i miała srebrne dodatki, a jej okładkę zdobił piękny ptak, którego gatunku nie znałam. Delikatnie jej dotknęłam, aby ją otworzyć, a wtedy...
-GDZIE JA JESTEM?!-krzyknęłam najgłośniej, jak tylko się dało. Znajdowałam się na ogromnym placu, który otaczało wiele zrujnowanych budynków.
-Jak to możliwe, że żadna z was nigdy nie wpadła na pomysł, aby w nieznanym miejscu zachowywać się cicho?
-Słucham?-zapytałam. Zaczęłam się rozglądać, w celu odnalezienia właściciela głosu. Po swojej lewej stronie dostrzegłam innego wilka. Był cały czarny, jak węgiel, poza oczami, które przypominały mi letnią trawę.
-Chodź za mną, zanim ktoś się tu zjawi.-powiedział. Zmarszczyłam brwi.-No, nie patrz się tak na mnie, chcesz sama się przekonać, że lepiej pójść ze mną? Proszę bardzo.-zaczął iść. Westchnęłam i ruszyłam za nim. Może to zły pomysł, ale chciałabym się dowiedzieć, gdzie jestem. No i sam ostrzegał mnie przed... czymś.
-Kim jesteś?-zapytałam.
-Nazywam się Black i jestem dość starym mieszkańcem tej krainy, właściwie jedynym.
-Jedynym?-dopytywałam.
-Och, kiedy Arill tutaj trafiła również była tak niedoinformowana.
-Arill?! Samica Beta Watahy Zew Natury?!-krzyknęłam. Co ona mogła tutaj robić? A może Sigma też tutaj jest?
-Uspokój się, tak to ona.-odparł. Wyglądał na bardzo zmęczonego tą sytuacją.
-Co to była za księga?-postanowiłam zmienić temat.
-A więc trafiłaś tu przez księgę?-To pytanie było bardziej skierowane do niego samego niż do mnie.-To znaczy, że zdążyła ją odnaleźć i ukryć. Chociaż tyle dobrego w tym wszystkim.
-Powiesz mi o co chodzi?
-Tak, nie musiałbym robić tego ja, gdyby ktoś nie zniszczył lustra.
-Lustra?
-Było moim oknem do innych światów, informatorem, ale przez ostatnie wydarzenia...-Ostatnie wydarzenia? Przecież Arill zniknęła parę miesięcy temu... Była tutaj niedawno?
-Kiedy ostatnio rozmawiałeś z Arill?-chciałam to sprawdzić.
-W moim świecie, było to jakby parę dni temu. Ale wiem, że w waszym bardzo dawno, różnice czasu między naszymi krainami są ogromne. Usiądź.-wskazał mi łapą kamień. Zrobiłam, jak kazał. On również usiadł.
-A więc zacznijmy od początku, musisz bardzo uważnie słuchać, bo nie będę powtarzać. Wszystko zaczęło się od tego, że Pradawni stworzyli niesamowity Kamień pełen magii. Nikt nie wie dokładnie, po co to zrobili, jednak wilki przekonując się o jego potędze, postanowiły go ukryć. Stworzyły niezwykłą szkatułkę, specjalny klucz oraz powołali Strażnika. Kamień zamknęli w pudełku, które ukryli, natomiast klucz podarowali Strażnikowi, którego wysłali do innego świata w jednej z ksiąg, aby nikt go nie odnalazł. Ale jak wiadomo... tajemnic nie zawsze się dotrzymuje. Ktoś wygadał się na temat Kamienia, a przez to plotka powędrowała dalej... Trafiła do Łowców, którzy sprzymierzyli się, aby zdobyć nieznane nikomu moce. Mają już klucz, ale wciąż nie kamień. I sami jeszcze nie wiedzą, że on wcale nie jest ukryty w pudełku.
-Jak to nie jest?-zdziwiłam się.
-I tak właśnie dochodzimy do twojej przyjaciółki.
-Arill nie jest moją przyjaciółką, nawet jej nie znam, słyszałam o niej tylko dużo rzeczy...
-Domyślam się, że skoro ty tutaj jesteś, to z Arill coś się stało.-stwierdził.
Nic więcej nie powiedziałam. Black zaczął kontynuować swoją historię:
-Arill odnalazła jeden ze specjalnych kamieni, które pozwalają przemieszczać się między światami. Był on ukryty w naszyjniku, co znaczy, że nie leżą one sobie ot tak na drodze. Jednak nie zdążyłem jej już o tym powiedzieć, wiedziała jedynie, że istnieją, lecz nie wiedziała, że sama posiada jeden z nich. Kiedy tutaj dotarła po raz pierwszy, widzieli ją. Usłyszała tę historię co ty, a następnie wróciła do swojego świata, aby odnaleźć kamień i go zniszczyć.
-Po co go niszczyć?
-Wolisz stracić coś, czego nie potrzebujesz i mogłoby doprowadzić do końca świata, czy może udostępnić to łotrom, którzy podbiją wszystkie światy?
Mruknęłam niezadowolona z jego racji i wyczekiwałam dalszej części opowieści.
-A więc, kontynuując: podarowałem Arill klucz, aby odnalazła szkatułkę, która jest w jej świecie i zabrała Kamień.-Więc to on jest Strażnikiem!-Udało jej się, tyle że nie było w środku Magicznego Przedmiotu. Pojawiła się ponownie w moim świecie, aby mi o tym powiedzieć. Postanowiliśmy spytać lustro, czy wie coś na ten temat. Kiedy tam przyszliśmy było już rozbite, a tam czekali na nas Łowcy. Zabrali Arill, jej wisiorek i zniknęli. Skoro jeszcze żyję, a ty tutaj jesteś, to znaczy, że nie dostali Kamienia. Arill nie była głupia, musiała odnaleźć i ukryć księgę, w której zostałem zamknięty, nim oni by ją odnaleźli. Za bardzo im przeszkadzałem, zniszczenie książki miało być dla mnie karą. Ale nie o to tutaj chodzi. Musisz odnaleźć Kamień. Oni myślą, że wciąż jest w szkatułce i potrzebny jest im klucz. Będą patrzeć tylko w tym, jednym kierunku, ale ty nie. Musisz go odnaleźć.
-Skoro Arill znalazła księgę, dlaczego się tutaj nie przeniosła i nie powiedziała ci o wszystkim, a ty jej?-zapytałam.
-Nie mogła, księga nie chciała jej wpuścić.
-Jak to nie chciała? To przecież tylko książka...
-Żyjesz w świecie, gdzie każdy magiczny przedmiot może żyć własnym życiem. Dlaczego cię to dziwi?
-Nie wiesz nic o mojej przeszłości, może to właśnie przez nią nie wiem za wiele o magii.-powiedziałam zirytowana jego uwagą. Nie wszyscy mieli okazję żyć w miejscu, gdzie magia oznacza coś dobrego, szczęśliwego, jest częścią codzienności.
-Przepraszam.-powiedział.-Księga wybiera sobie wilki, które wpuści do swojego świata, przed tobą było ich jeszcze wielu... Ale to nie ich zadanie, Arill też widać nie było.-zamilkł, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. A co jeśli nie chcę szukać tego Kamienia?-Powinnaś już wracać.-stwierdził po chwili.
-Dobrze.-odpowiedziałam. Ten dzień przerodził się w jakiś koszmar... Chciałam już tylko znaleźć się w swoim pokoju.-Tylko jak?
-Pomyśl o miejscu, w którym chcesz się znaleźć.-rzekł. Natychmiast wyobraziłam sobie pomieszczenie, w którym znalazłam księgę. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?
Wróciłam. Książka leżała na miejscu, nietknięta. Wzięłam mapę i ruszyłam w drogę powrotną. Skoro tutaj była, to znaczy, że jest doskonale ukryta i nikt jej jeszcze nie odnalazł. Chociaż... Black mówił o innych wilkach. Jak więc to wszystko jest możliwe?
Dotarłam do wyjścia. Dostrzegłszy szczelinę, wsunęłam mapę, z której musiała wcześniej wypaść, po czym zaczęłam się kierować w stronę domu. Huragan przeszedł, przyniósł jednak ze sobą mnóstwo szkód: wyrwane drzewa, przepłoszone zwierzęta. Mam nadzieję, że nikomu nic się nie stało...
Wróciłam do jaskini. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć... Jak to możliwe? Dlaczego ja? Co powinnam teraz zrobić? Muszę mu pomóc. Nie tylko odnaleźć zaginiony Kamień, ale również wyciągnąć go z tego miejsca. Muszę.
-Elizabeth!-Z rozmyślań wyrwał mnie głos Lakoty.
-Cześć, Mała.-przywitałam się.-Co to za ptak?-zapytałam, kiedy dostrzegłam stworzenie na naszym stoliku.
-Nie wiem, przyleciał niedawno, w dziobie coś trzyma, ale nie chciał mi tego dać, to chyba dla ciebie.-wyjaśniła.
Podeszłam do zwierzęcia, odebrałam od niego kopertę, a on odleciał.
-Jesteś głodna? Przeczytam go w swoim pokoju, a potem coś przygotuję.-rzekłam. Wadera przytaknęła, a następnie poszła do kuchni. Ja za to skierowałam się do siebie. Usiadłam na łóżku. Otworzyłam kopertę, wyciągnęłam list i zaczęłam czytać...

Droga Elizabeth,
Bardzo ładnie, Moja Śliczna. Idealnie poradziłaś sobie z tym zadaniem. Ale pokładasz w sobie za mało wiary w swoje możliwości. Wierzę, że uda Ci się odnaleźć Tajemniczy Kamień, Ty też powinnaś.
Chciałbym Ci dać pewną radę: nie wierz we wszystko co Ci mówią, a każdą decyzję podejmuj sama. Życie jest zbyt krótkie, kryje w sobie dużo tajemnic. Arill coś o tym wiedziała. Z resztą, Jej odejście to też jedna wielka tajemnica, prawda?
Powinnaś zacząć poszukiwania w Jej jaskini, znaleźć jakieś zapiski, notatki. Wszystko może Ci się przydać. Bo przecież nie zabrała nic ze sobą... A! Radziłbym Ci się pospieszyć. Nie tylko Ty szukasz Magicznego Kamyczka. I tak, nie mówię o Łowcach.
Och, pewnie zastanawiasz się także kim jestem. Powiedzmy, że Twoim mega przystojnym obserwatorem. Niedługo znów do Ciebie napiszę, a tymczasem szykuj się na kolejną przygodę.

N.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...

24 lipca 2017

Od Phoenix'a C.D Kerilli: Kamienna Postać

Wstałem wcześnie rano, ale przeklęło mnie od razu słońce, które świeciło mi po oczach. Wyszedłem z jaskini, rozciągając się na trawie. Spojrzałem w górę – na błękitnym niebie nie można było zauważyć chmur, jedynie lecące hen daleko ptaki. Do mego nosa dotarł zapach zwierzyny kopytnej i wilków. Postanowiłem, że przejdę się na jakąś polanę i spróbuję się odprężyć. Tak zrobiłem. Dotarłem do miejsca, w którym po raz pierwszy zobaczyłem kremową waderę – miejsce to tętniło życiem, słychać było świerszcze, komary, muchy, ważki i wielkie zwierzęta. Ogonem próbowałem zaprzestać ataku wielkich owadów, ale przylepiły się do mnie jak rzep.  Nagle w oddali zauważyłem figurkę z kamienia, pozostawioną na trawie. Podszedłem bliżej.  Rzeczywiście była to figura – przypominająca wyjącego wilka, który stoi na skalnej posadzce. Tylko ta skała miała wyryte serce na boku.  Po chwili zauważyłem jakiś napis pod wilkiem. Odgarnąłem mech. Pisało na nim, bardzo niewyraźnie ”My wiemy, że kogoś kochasz”. Zdziwiłem się – początkowo myślałem, że to jakiś basior zostawił tu figurkę dla ukochanej, ale nagle usłyszałem szelest za sobą. Szybko odwróciłem się i zauważyłem starszą waderę, przyodzianą liśćmi i pachnącą eliksirami.
- Witaj, Phoenix. Widzę, że odnalazłeś kluczową figurkę – powiedziała.
- Skąd mnie znasz? – zapytałem od razu.
Wadera zaśmiała się.
- Ma się swoje sztuczki. Jestem szamanką, wiecznie zmieniającą swoje miejsce. Jestem bardzo bliską osobą dla Kerilli – odpowiedziała. – To pierwszy znak, mój drogi. Jeszcze trzy, ale na nie musisz trochę poczekać.
- Nie rozumiem… Jaki znak? Czy chodzi o moje życie, to znaki co zdarzy się w moim życiu w najbliższym czasie? To jakby podpowiedź, jeżeli dobrze rozumiem?
Szamanka skinęła głową.
- Każdy ma inny znak. Ty akurat znalazłeś ten, bo duchy wiedziały co czujesz. Drzemie w tobie uczucie do wadery. Musisz wiedzieć jak rozegrać twoją grę. Jeden niewłaściwy ruch i przegrywasz. Game over. A tutaj nie masz kilku żyć. Masz jedno, które musisz dobrze wykorzystać. Każdy jest cenny i wyjątkowy – na swój sposób. A teraz ktoś cię szuka. Musisz go przywitać w stadzie. Do zobaczenia, basiorze! – krzyknęła wadera, biegnąc w głąb lasu.
Przez chwilę nie wiedziałem co się stało. O co tym duchom chodzi? Nie ważne, potem to rozplanuję. Teraz muszę wracać do watahy. Powrót był bardzo spokojny, nie atakowały mnie już te okropne robactwa. Gdy tylko zauważyłem swoją jaskinię – usłyszałem głos za sobą.
- Tu jesteś! A ja cię tak długo szukałam. Gdzie byłeś? Dlaczego nie powiedziałeś mi, że gdzieś idziesz? Poszłabym z tobą! – powiedziała Kerilla, machając ogonem.
Spojrzałem na nią.
- Na polanie, tam gdzie się pierwszy raz spotkaliśmy – odpowiedziałem waderze.
- Oh to takie romantyczne – westchnęła wadera. Po chwili odwróciła się, zdając sobie sprawę co powiedziała. Cała się zaczerwieniła.
- Jak chcesz to możesz iść teraz tam ze mną. Żebyś już nie była taka obrażona. – Uśmiechnąłem się do niej. – Bo wiesz, musisz coś tam zobaczyć. Będziesz zaskoczona, bo ja byłem.
- Z chęcią – odparła. Wyruszyliśmy od razu. Nie czułem, że wadera, którą spotkałem wcześniej gdzieś tu jest. Może pojawi się jak Kerilla przeczyta swoją przepowiednię?  Gdy pokazałem jej tą figurkę rzeczywiście była zdziwiona. Ja też, bo wilk był tym razem waderą, a nie basiorem jak w moim przypadku. I wilk był jaśniejszy, niż mój. Na początku tylko ją oglądała i zachwycała się jej pięknem, ale potem zauważyła napis. Odwróciła ją.
- Twój ukochany stoi obok ciebie – przeczytała na głos, a potem zarumieniła się. – Co to znaczy? Jakiś basior w taki sposób próbował oświadczyć waderze, że ją kocha? Nie rozumiem…
Teraz wreszcie wiedziałem o co chodzi. Nasze figurki wskazywały na nas. Pokazywały, że nasza przyszłość tak właśnie będzie wyglądać, że przez pewien okres będziemy my dwoje. Razem.
- To przepowiednia, Kerillo. Ona wskazuje naszą przyszłość. Są jeszcze trzy, które odnajdziemy później.
Wadera zdziwiła się.
- „Odnajdziemy”? – zapytała, spoglądając na mnie.
- Tak Kerillo, odnajdziemy. – W tej chwili poczułem, że serce bije mi szybciej i mocniej. To znak, że moje życie ma się zmienić w tej chwili.
- Wszystko w porządku, Phoe? Jesteś jakiś nieswój dzisiaj. Strasznie roztrzepany…
Zbliżyłem się do niej i położyłem swój ogon na jej.
- Kerillo… Bo ja cię kocham – odparłem.

---------------
Kerilla?

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Od Sørena C.D. Elizabeth

Wzdrygnąłem się na to pytanie, nie za bardzo miałem ochotę na nie odpowiadać. Jeszcze nie ufałem tej waderze i dodatkowo dopiero co się poznaliśmy, więc nie miałem problemu w skłamaniu.
- Nic nadzwyczajnego, po prostu poczułem ducha wolności! - zaśmiałem się. - A ty? Twoje życie musiało być pewnie niesamowite - powiedziałem z deczko przesłodzonym głosem.
- Em... - speszyła się lekko. - Po prostu zostałam oskarżona o pewną rzecz, przez co mnie wygnano, ale... nie chcę do tego wracać, dobrze? - ostatnie słowo powiedziała z lekkim uśmiechem.
- Dobra - odpowiedziałem. No ja przepraszam bardzo, ale skoro nie chce do końca odpowiadać, na pytanie, które zadała, więc po co mnie spytała? Westchnąłem cicho i spojrzałem na ścieżkę, którą szliśmy. 
Dalszą część drogi przeszliśmy w ciszy, zrobiliśmy sobie też chwilowy postój pod drzewkiem i zjedliśmy trochę dziczyzny, którą upolowałem. Napiliśmy się wodę w pobliskim strumyczku, w końcu słońce tak przypiekało, że aż myślałem, że nie wytrzymam. Jednak koniec końców dotarliśmy do Tęczowej Łąki. Gdy stanęliśmy na małym pagórku przed nami rozprostał się cudowny krajobraz. Wszędzie było pełno kolorowych i ślicznie pachnących kwiatów, były też takie, które w ogóle nie kojarzyłem. Zewsząd dało się usłyszeć bzyczenie pszczółek, których było dosłownie ogrom! Kątem oka spojrzałem na Elkę. Była równie oczarowana, jak ja. Uśmiechnąłem się lekko. 
- To... Czego to szukasz? - spytałem. 

--------------------
Elizabeth?

CIĄG DALSZY NASTĄPI

(!) Xperion odchodzi z watahy!

Właściciel wilka Xperion napisał nam, że nadszedł już ten czas, w którym przychodzi koniec. Pięknie się z nami pożegnał, za co serdecznie dziękujemy. Mamy nadzieję, że w przyszłości znów się u nas zjawisz. Nie zapominajmy również o twojej obietnicy nowego wilka! ;p

Od Xperiona

Płynęliśmy już od trzech dni, mieliśmy jakieś ponure, gołe skały o mały włos się o nie nie rozbijając. Zacząłem już dawno wątpić, że przeżyję i wrócę gdziekolwiek na ląd. Ocean jednak oddziela głupich i słabych, od silnych i mniej głupich. 
- Alesia! Trzymasz się? - Lisica utrzymywała resztki lin podtrzymujących szczątki masztu. Spina nie widziałem od początku burzy i nie wiem co się z nim dzieje. Przepadł jak kamień w wodę. 
- To złe określenie. Bardziej pasuje "żyjesz jeszcze" niż czy się trzymam. - Nawet jak sytuacja jest beznadziejna to będzie mnie poprawiać... To się już śmieszne robi. Statek pruł przez wściekłe, spienione fale, które ryczały jak tysiące lwów. Błyskawica uderzyła o włos od nas z czarnych i ciężkich jak ołów chmur spadało miliardy litrów wody nieprzerwanie i wciąż i wciąż. Bolały mnie wszystkie mięśnie, wszystkie, każdy jeden z osobna od trzymania statku na kursie, starania się utrzymania w całości go i nie wypadnięciu za burtę. Rozległ się huk, nie od pioruna, nie grzmot burzy, coś jakby rozdzieranie duszy. Zanim się zorientowałem było już za późno. Statek został przepołowiony przez wystającą skalę. Ostatnie o czym pomyślałem, to żeby złapać Alesię i wrzucić ją do beczki. Później była już tylko ciemna woda, ogromne fale i z nikąd pomocy. Obudziłem się dopiero jak ostatnie promienie słońca wydostawały się zza horyzontu. Alesia była poturbowana, ale na szczęście cała. Niebo zaczynało się przysłaniać gwiazdami, które wyglądały obco, jakgdyby nie były tymi samymi gwiazdami. 
- Alesia... - Zacząłem
- Nic nie mów - w jej głosie słyszałem smutek. Nie wiem dlaczego, chociaż byłem zbyt zmęczony żeby o tym myśleć. 
- Spójrz na niebo. Gdzie jesteśmy?  - Chciałem wskazać łapą miejsce, ale jakoś nie potrafiłem jej podnieść. Łzy lisicy spadały mi na pysk. 
- Czemu płaczesz?  - Zapytałem. Mówiłem coraz słabiej. 
- Oj głuptasie - jej głos się załamał. - Napawaj się zachodem. - Podeszła i podniosła mi głowę tak, żebym widział zachód. Był piękny, ale też wydawał się inny, promienie nie były, jak to miały w zwyczaju być pomarańczowe, a niebieskie. Chciało mi się spać, byłem bezsilny, nie czułem żadnej części ciała. Czyżby?  
- Alesia? Mam takie pytanie. Jest źle? 
- Nie, bywało gorzej. Wyjdziesz z tego - kłamała, to jedno wiedziałem na pewno. Czyli jednak. Umieram. 
- Mam ostatnią prośbę. Przeżyj i uważaj na siebie, dobrze?  Już nie mogę się Tobą opiekować. - Jej miękkie ogony otuliły mnie ciasno. 
- Dobrze - powiedziała ledwo słyszalnym głosem. 
- Cieszę się - ciężko mi się oddycha i powieki są takie ciężkie.- Wiesz co? Słońce się...chowa za horyzont...kolejny rozdział się...zakończył. - Zamknąłem oczy, ogarnęła mnie ciemność, całkiem przyjemna, ciągnęła mnie do siebie. Zostałem przywitany przez czarnego wilka z kasą. Poprowadził mnie tam, gdzie rozdziały się nie kończą.